Tu nie ma wyboru, tu jest konieczność.

opowiadanie...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

...

Zawieszam ... ;<

Przepraszam Was bardzo, ale nie jestem w stanie dłużej prowadzić bloga.
Jaki jest powód? Problemy osobiste i brak siły na pisanie opowiadania :(

Przepraszam, może kiedyś tutaj wrócę.

Dziękuję wszystkim, którym podobał się mój blog i czytali go ;**

Będzie mi Was brakowało :(

Pozdrawiam : BloodyLife
Tagi: koniec.
16.03.2012 o godz. 21:29

41.

czterdziesty pierwszy rozdział.

... następnego ranka wstałam w miarę wcześnie, ubrałam się i pobiegłam do kliniki. Niestety nie pozwolili mi wejść do Paula, był w bardzo złym stanie.
O 12 znalazłam się w Centrum Handlowym. Kupiłam potrzebne kosmetyki i kilka nowych ubrań na wyjazd.
Następnie udałam się do supermarketu w drodze do domu. Zrobiłam zakupy na obiad i kolację.
Zakupy zajęły mi trochę czasu, po 17 byłam w domu.
Siedziałam u siebie w pokoju, a obok mnie Patricia. Układałam w torbie ciuchy, kosmetyki. Byłam już prawie spakowana.
O 20 obie zabrałyśmy się do robienia pożegnalnej kolacji. Pyszna sałatka z gyrosem.
John wyjechał, wziął na siebie więcej obowiązków, w końcu niedługo miał zostać ojcem...

Nie wiem o której położyłam się spać, rano otworzyłam oczy, poczułam w brzuchu dziwne ukłucie. Wzięłam do ręki telefon, 7:23.
Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam.
Razem z Pati zjadłyśmy przepyszne śniadanie, po czym zamówiłyśmy taksówkę,m która odwiozła nas na lotnisko.
Christopher Kincaid- producent z którym miałam teraz współpracować już na mnie czekał.
Podeszłam do niego, okazało się że w miarę mówi po polsku, podał mi rękę i wręczył bilet.
Pożegnałam się z Patricią i poszłam w stronę odprawy.

Gdy wsiadłam do samolotu byłam mile zaskoczona, obsługa skakała obok nas jak przy jakiś gwiazdach filmowych.
Młode stewardesse w krótkich spódniczkach, dużych dekoltach i śmiesznymi czapkami na głowach serwowały nam najrozmaitsze napoje i przekąski.
Lot nie trwał długo, po godzinie byliśmy na Malediwach. Gdy wyszliśmy z samolotu widok zapierał dech w piersiach.
Wszędzie palmy, słońce, wysoka temperatura. Wszystko było jak we śnie.
Na lotnisku czekała na nas taksówka, która odwiozła nas pod nasz hotel. jadąc nią nie mogłam oderwać wzroku od widoków jakie były z każdej strony.
Po kilku minutach znajdowaliśmy się pod luksusowym hotelem, gdzie przed wejściem czekała na nas cała ekipa z agencji. Między innymi fotografowie, wizażystki, stylistki, makijażystki i rożne inne osoby.
Młoda recepcjonistka o egzotycznej urodzie dała nam wszystkim klucze do naszych pokoi.
Pokój był bardzo luksusowy, klimatyzowany, z dwuosobowym, wodnym łóżkiem, barkiem i ogromną łazienką.

Tego dnia nie miałam żadnych sesji, razem z całą ekipą odpoczywaliśmy i przygotowywaliśmy się do kilku dni naprawdę ciężkiej pracy.
Udało mi się znaleźć wspólny język z jednym z fotografów. Był to ten chłopak, który robił mi zdjęcia pierwszego dnia.
Nazywał się Michael, miał zaledwie 20 lat, a mimo to miał ogromne doświadczenie i talent do tego co robił.
Przegadaliśmy pół dnia, okazał się naprawdę bardzo fajnym chłopakiem.
Ostrzegał mnie przed producentem, który miał wydać kalendarz w którym miałam być.
Z początku nie brałam jego ostrzeżeń na poważnie, w końcu skąd mogłam wiedzieć co ma na myśli...
Tagi: 14 marzec.
14.03.2012 o godz. 16:50

40.

czterdziesty rozdział.

Po 30 minutach byłam pod agencją, biegłam z wiatrem we włosach po schodach, moje kolano powoli domawiało mi posłuszeństwa. biegłam do ubikacji, wyjęłam z torby moją kosmetyczkę, nałożyłam delikatny makijaż i rozczesałam włosy. Przed wyjściem psiknęłam się perfumami i wyszłam z powrotem na korytarz.
Po chwili prezes poprosił mnie do środka. Gdy weszłam do gabinetu przy biurku siedział jakiś obcokrajowiec, po zobaczeniu mnie wstał i uśmiechnął się promiennie. Był w średnim wieku, jego ciemne włosy powoli robiły się siwe.
Podszedł do mnie i wyciągnął do mnie rękę na której widniały dwa złote sygnety. Wyglądał na bardzo bogatego i zadbanego mężczyznę.
- Emmo, to jest producent, który chcę abyś była w kalendarzu który ma zamiar wyprodukować. zaczął prezes agencji.
- mhm, rozumiem. Od kiedy mogę zacząć? zapytałam.
- za dwa dni lecielibyście na Malediwy. odpowiedział. - zgadasz się?
- oczywiście, będę gotowa. odpowiedziałam od razu.
- dobrze. dopowiedział po czym dał mi do ręki białą kartkę z listą rzeczy jakie koniecznie muszę zabrać ze sobą. - zapoznaj się z tym, za dwa dni o 10 rano jest wylot. bądź punktualnie. dodał prezes.
-oczywiście, będę. Wstałam i wyszłam z gabinetu.

Wyszłam z agencji i stanęłam na chodniku, odetchnęłam głęboko i poszłam spacerkiem w kierunku szpitala w którym leżał mój Paul.
Gdy doszłam pod szpital było przed 18, słonce nie świeciło już tak bardzo, robiło się chłodno i rześko.
Powoli weszłam do kliniki i wcisnęłam guzik windy, drzwi otworzyły się przede mną po kilku sekundach, wsiadłam do środka.
Na oddziale podawano kolację. Standardowo dwa kawałki najzwyklejszego i zapewne najtańszego pieczywa, mikroskopijny kawałek masła i coś co przez kucharkę nazywane było szynką.
Weszłam do sali w której leżał Paul, podeszłam do łóżka i pocałowałam go. Był strasznie blady i zimny, jego oczy były smutne, z twarzy znikł ten charakterystyczny uśmiech.
Do oczu napłynęły mi łzy, jednak nie rozpłakałam się- byłam dzielna.
Zdawałam sobie sprawę że jakbym się rozpłakała to tylko pogorszyłoby sytuację.
Obok łóżka siedziała matka Paula, wyglądała na wykończoną i bardzo zestresowaną- nie dziwię się jej.
- Witaj Emmo. Przywitała mnie bardzo serdecznie i kazała mi usiąść.
- dzień dobry. odpowiedziałam.
- jak rozmowa? zapytała.
- za dwa dni lecę na Malediwy robić sesję do kalendarza. odpowiedziałam zmarnowanym tonem.
- jestem z Ciebie taki dumny... wtrącił nagle Paul.
- robię to wszystko dla Ciebie. Spojrzałam na niego, złapałam go za zimna rękę i uśmiechnęłam się blado.
- jak ja Ci się odwdzięczę? zapytał nagle.
- po prostu bądź przy mnie- niczego więcej nie oczekuję.

O 19 skończyła się pora odwiedzin, razem z matką Paula wyszłyśmy z kliniki.
Na dworze było jeszcze jasno, ale temperatura znacznie spadła, przyśpieszyłam tępo i poszłam w kierunku przystanku tramwajowego.
Przed 20 była w domu. Wchodząc do mieszkania nie zastałam nikogo, rozebrałam się i zrobiłam sobie herbatę.
Po chwili do mieszkania weszła Pati razem z Johnem.
nareszcie się dogadali, tworzyli szczęśliwą parę czekającą na malucha.
Po Patricii nic nie było jeszcze widać, wciąż była zabójczo chuda i zarazem bardzo zgrabna.
Zjedliśmy razem kolację i usiedliśmy w trojkę przed tv. Wyjęłam z torby kartkę którą dostałam od prezesa agencji.
Wyglądało na to, że muszę jutro wybrać się na porządne zakupy.

Posiedziałam z nimi jeszcze chwilę i poszłam do siebie, zdjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam wkładać do niej niektóre ciuchy na wyjazd.
Nie cieszyłam się że tam jadę, nigdy nie ciągnęło mnie do modelingu, ale to chyba jedyna szansa na to, żebym mogła uratować życie chłopaka, który jest dla mnie całym światem...
Tagi: 12 marca.
12.03.2012 o godz. 19:39

39.

trzydziesty dziewiąty rozdział.

... nie musiałam długo czekać na propozycje ze strony agencji- po tygodniu miałam trzy propozycje od znanych producentów.
Miałam do wyboru reklamować nowe perfumy, zrobić sesję do kalendarza na przyszły rok na Malediwach lub zaprezentować nową kolekcję letnią znanego projektanta na wybiegu.

Nie byłam w stanie na razie o tym myśleć, ponieważ ważniejszy był dla mnie Paul, który z dnia na dzień miał się coraz gorzej.

Po tygodniu nadszedł termin przeszczepu. Był to czwartek, bardzo słoneczny i piękny dzień.
Siedziałam w białym szpitalnym korytarzu i nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Paul był już na sali operacyjnej.
Nagle na korytarzu zrobiło się ogromne zamieszanie, lekarze zaczęli biegać z różnymi narzędziami po holu, krzyczeli.
Nie wiedziałam co się dzieje, bałam się odezwać, jednak po kilku minutach zdobyłam się na odwagę.
- co się dzieje? zapytałam młodego lekarza.
- pacjent odrzucił przeszczep. odpowiedział i pobiegł z powrotem na salę.
Ojciec Paula, którego wcześniej nie zdążyłam poznać okazał się bardzo miłym człowiekiem. Siedział obok mnie i również bardzo martwił się o Paula.
jego matka została w domu z Ernim, który złapał grypę jelitową i nie wychodził z łóżka.

Po jakiejś godzinie gwar zza drzwi ucichł, byłam przerażona, bałam się najgorszego...
Drzwi sali operacyjnej otworzyły się, wyszedł z nich ordynator.
- przeszczep nie udał się, przykro mi.. zaczął.
- co teraz ? zapytał ojciec Paula.
- źle z nim, jego organizm jest bardzo wycieńczony chorobą, długo tak nie pociągnie. odpowiedział lekarz.
Rozpłakałam się, łzy płynęły mi strumieniami po policzkach.
Ojciec Paula objął mnie i nie wydusił z siebie ani jednego słowa.
Widziałam, że również jest załamany.

Kolejne dwa tygodnie były tragiczne, Paul był w klinice.
Spędzałam przy nim każdą wolną chwilę, był przytomny, ale bardzo źle wyglądał.
- Paul, błagam Cię nie zostawiaj mnie. zaczęłam płakać i pocałowałam go w rękę, która była cała weflonach.
- Nie mam już siły.. Tak strasznie Cię kocham, ale już nie mam siły.
Jego głos był zachrypnięty. Spojrzałam na niego, po policzkach spływały mu łzy, oczy były zaczerwienione.
- ja też Cię kocham, nie potrafię bez Ciebie żyć. dodałam po chwili.

Pewnego dnia ojciec Paula poprosił mnie o spotkanie. Przyszłam do niego do domu, przy stole siedziała matka Paula i on.
- Emmo, rozmawialiśmy z lekarzem Paula. zaczął . - jedyna szansa na to, aby Paul przeżył jest to bardzo drogi przeszczep.
- jaka jest gwarancja że organizm Paula przyjmie ten przeszczep ? zapytałam.
- żadna. odpowiedział. - ale są duże szanse na to że ten przeszczep go uratuje.
- ile to kosztuje.? zapytałam po chwili namysłu.
- 650 tysięcy. odpowiedziała matka Paula. - nie stać nas na to. rozpłakała się.
- spokojnie. zaczęłam. - dostałam kilka propozycji z agencji modelek, mogę trochę na tym zarobić. dodałam.
- Boże, Emmo. Naprawdę? zapytała kobieta.
- tak, kocham Paula i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Zrobię dla niego wszystko co tylko będę mogła. Obiecuję.

Wstałam i wybiegłam z domu. Pośpiesznie wyjęłam telefon z torby i wybrałam numer do prezesa agencji.
- dzień dobry, z tej strony Emma Conley. zaczęłam.
- oo, Witaj Emmo. Zdecydowałaś się? zapytał prezes.
- tak, kiedy możemy się spotkać i omówić szczegóły? zapytałam.
- bądź u mnie za godzinę. odpowiedział.
- dobrze, będę.
Rozłączyłam się i pobiegła, w stronę przystanku tramwajowego...
Tagi: 11 marca.
11.03.2012 o godz. 11:06

38.

trzydziesty ósmy rozdział.

Dwa tygodnie później.

23 kwietnia, bardzo deszczowy dzień. paul wpadł do mnie do pracy i usiadł przy biurku.
- cześć kochanie, jak idzie praca? zaczął.
- dobrze, właśnie kończę. odpowiedziałam.
- rozmawiałem z moim znajomym, tym który prowadzi agencję modelek. Powiedział że bardzo chętnie by się z Tobą spotkał. zaczął Paul.
- a kiedy ? zapytałam.
- jutro o 16.30. odpowiedział. - pokazałem mu Twoje zdjęcie i bardzo mu się spodobałaś. Paul uśmiechnął się.
- wiesz.. ja sama nie wiem czy to jest dobry pomysł żebym pchała się do świata modelek..
- spróbować zawsze można prawda? Jak Ci się nie spodoba zawsze możesz zrezygnować .
- no rozumiem.

Po 15 wyszliśmy z wydawnictwa, na dworze lał deszcz. Poszliśmy do domu.
Gdy weszliśmy do mieszkania, w kuchni siedziała Patricia z Johnem i rozmawiali. Wciąż nie mogli się dogadać.

Poszliśmy z Paulem do mojego pokoju, włączyliśmy laptopa i mój chłopak sprawdził pocztę.
Okazało się że za 2 tygodnie ma mieć przeszczep, przyszło pismo z kliniki.
- to już za dwa tygodnie... wyczułam w jego głosie smutek.
- nie martw się, będzie dobrze.! złapałam go za rękę.
- a co jeżeli coś się nie uda? zapytał.
- musi się udać, nie możesz myśleć inaczej!

Z dnia na dzień widziałam że jest z nim coraz gorzej. Był bardzo słaby, nie mógł przebywać na słońcu, szybko się męczył.
Lekarze postanowili przyśpieszyć przeszczep, dla jego dobra.

następnego dnia miałam wolne. Wstałam dosyć późno, ponieważ ostatniej nocy długo siedzieliśmy z Paulem. O 13 byłam umyta i ubrana.
Weszłam do kuchni, przy stole siedziała Pati.
- cześć, co tam? zapytałam.
- lepiej. A u Ciebie jak?
- w porządku. jak z Johnem? spojrzałam na nią pytająco.
- sama nie wiem...

Przez następne dwie godziny szkicowałam projekt na nowy komiks. O 15 .30 przebrałam się w świeże ciuchy i wyszłam na spotkanie do agencji modelek.
Tego dnia pogoda była już ładniejsza, zza deszczowych chmur wychodziło słońce i nie padał deszcz.
Wsiadłam do tramwaju, usiadłam pod oknem i patrzyłam na przechodniów którzy przemieszczali się jak mrówki po ulicach NY. Nie wiedziałam co robię, nie wiedziałam czy dobrze robię idąc na to spotkanie.
O 16.15 znalazłam się pod jedną z najsławniejszych agencji modelek w Nowym Jorku gdzie miała odbyć się moja rozmowa.
Niepewnie weszłam do środka i udałam się pod gabinet przesłuchań.
Młoda kobieta wyszła po mnie i zaprosiła do środka. Kazała mi wejść na wagę, zmierzyła mój wzrost i wymiary.
- masz obłędną figurę i idealny wzrost ! krzyknęła w pewnej chwili z podziwem.
Po chwili kazała mi wypełnić jakąś ankietę i przyszedł po mnie fotograf.
Przeszliśmy do pomieszczenia gdzie odbywały się sesje zdjęciowe. Stylistka przebrała mnie w jakiś strój, makijażystka odpowiednio pomalowała i życzyła powodzenia.
Gdy wyszłam na plan, młody mężczyzna siedział przed laptopem i najwyraźniej czekał na mnie. obok niego leżał aparat.
Był bardzo artystycznie ubrany, podszedł do mnie, pokazał jak mam pozować i zrobił kilka zdjęć.
- jesteś świetna! mam nadzieję że zawsze będzie się z Tobą tak dobrze pracowało. uśmiechnął się i puścił do mnie oko.
- dziękuję, ja też mam taką nadzieję.
- tak na przyszłość, żeby lepiej nam się pracowało.. jestem Patrick.
Podaliśmy sobie rękę i Patrick zaprowadził mnie do pokoju prezesa tej agencji.
- no witaj moja droga ! mężczyzna w garniturze siedzący za biurkiem przywitał mnie i pokazał ręką żebym usiadła.
- dzień dobry.
- świetnie pozujesz, pięknie wychodzisz na zdjęciach. Myślę że bardzo szybko jakiś producent się zainteresuje Twoją osobą. Będziemy dzwonić.
Mężczyzna uśmiechnął się i wziął ode mnie numer telefonu.
Gdy wyszłam z gabinetu zobaczyłam siedzącego na krześle Paula.
- jak Ci poszło ?! wstał i podszedł do mnie.
- wygląda na to że bardzo dobrze. Mają dzwonić. odpowiedziałam.
- no widzisz, mówiłem Ci że się uda . Paul objął mnie mocno.
- masz racje, może to dobre rozwiązanie i może uda mi się coś osiągnąć przez to...
Tagi: 9 marca
09.03.2012 o godz. 19:18

37.

trzydziesty siódmy rozdział.

... weszliśmy z powrotem do mieszkania, nie mogąc się od siebie oderwać, Paul trzymał mnie za udo i całował po szyi.
- poczekaj! Pati nie śpi. zaczęłam.
- no i co? zapytał uśmiechając się.
- chyba nie chciałbyś żeby nas na czymkolwiek przyłapała prawda? odwzajemniłam jego uśmiech.
- masz racje, to była by dosyć krępująca sytuacja.

Nie doszło pomiędzy nami do niczego, ale Paul został u mnie na noc.
Spaliśmy wtuleni w siebie, czułam wszędzie zapach jego perfum, który doprowadzał mnie do szaleństwa.
W mojej głowie kłębiły się miliony erotycznych myśli związanych ze mną i z Paulem, w końcu zasnęłam .

Rano znów mało brakowało, aby doszło pomiędzy nami do zbliżenia, jednak do pokoju zapukała Pati i poprosiła o chwile rozmowy.
- Emma, za chwilę do domu wróci John, jak mam mu o tym wszystkim powiedzieć? Widziałam w jej oczach strach.
- w prost, nie ukrywaj przed nim tej wiadomości. odpowiedziałam na pytanie przyjaciółki.

Wzięłam prysznic, umyłam głowę i ubrałam się w beżowe rurki, szarą koszulkę i jasną jeansową koszulę. Włosy zostawiłam naturalnie pofalowane.
Tego dnia poszliśmy z Paulem na basen. Gdy Paul wyszedł z szatni zaniemówiłam. Jego brzuch był umięśniony, plecy również. Na szyi miał srebrny łańcuszek z którym chyba nigdy się nie rozstawał.
Idąc za rękę poszliśmy w kierunku basenu, weszliśmy do dwóch różnych pomieszczeń. Paul do męskiej ja do damskiej łazienki. W środku znajdowały się prysznice i ubikacje.
zamoczyłam się pod prysznicem i wyszłam na basen gdzie czekał na mnie już Paul.
Jego ciało było zamoczone, po brzuchu i twarzy spływały małe kropelki wody, które niesamowicie podkreślały jego męskość.
Razem z Paulem jak małe dzieci pobiegliśmy w stronę zjeżdżalni i innych atrakcji jednego z najnowszych aqua parków NY.
Po jakiejś godzinie szaleństw postanowiliśmy odpocząć na leżakach. Paul przyniósł zimne napoje i położył się obok mnie.
- wiesz że jesteś niesamowicie zgrabna ? zaczął Paul.
- proszę Cię, przestań . zaśmiałam się.
- mówię poważnie. Nie chciałabyś spróbować pracować jako modelka? zapytał.
- nigdy o tym nie myślałam. odpowiedziałam i poważnie na niego spojrzałam.
- mój znajomy prowadzi jedną agencje modelek, mógłbym Cię polecić. Paul złapał mnie za rękę.
- sama nie wiem, przecież dostałam pracę w wydawnictwie.
- dobrze wiesz że w modelingu lepiej byś się sprawdziła. z taką figurą ?! mój chłopak pocałował mnie.

Kolejne dwie godziny spędziliśmy w aqua parku, następnie poszliśmy do KFC na kolację.
Po 21 Paul odprowadził mnie pod dom.
gdy weszłam do mieszkania, słyszałam grający telewizor, ale nikogo nigdzie nie widziałam.
Weszłam do kuchni, przy stole siedziała Patricia, sama.
- i jak? rozmawialiście ? zaczęłam.
- tak. powiedział że nie może w to uwierzyć, przecież 'tak uważał' . odpowiedziała .
- i gdzie on teraz jest? zapytałam.
-poszedł odreagować w clubie. odpowiedziała . - nie wiem co teraz...

_______________________________________________________

wszystkim kobietą i kobietką życzę Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet ! ;**
Tagi: 8 marca
08.03.2012 o godz. 16:58

36.

trzydziesty szósty rozdział.

...- Emma, co ja mam robić? zapytała smutnym głosem Patricia.
- na pewno musisz powiedzieć Johnowi, kiedy on wraca? zapytałam.
- jutro po południu. odpowiedziała zmarnowanym głosem.

Cały dzień siedziałyśmy w domu przed telewizorem, Pati miała cały czas mdłości, ciągle była zmęczona...
- Pati, ja już szukam dla siebie jakiegoś pokoju do wynajęcia, nie będę Wam siedziała dłużej an głowie zwłaszcza teraz. Zaczęłam.
- przestań, możesz tutaj mieszkać ile chcesz. Naprawdę bardzo cieszę się że z nami mieszkasz, przynajmniej mam z kim szczerze pogadać o każdej porze dnia i nocy. Pati lekko się uśmiechnęła.
- rozumiem, ale mimo wszystko. Musze zacząć żyć na własną rękę, a nie ciągle mieszkam u kogoś. nadal upierałam się przy swoim.
- oj Emmo, nasze mieszkanie jest na tyle duże że się wszyscy pomieścimy. No ale jeżeli to sprawi Ci ulgę to możemy wynająć Ci po znajomości pokój w którym do tej pory mieszkasz. Tylko nie wyprowadzaj się. prosiła mnie przyjaciółka.
- dobrze, dobrze. Na razie zostanę . uśmiechnęłam się.- a z tym wynajmem to wcale nie jest głupi pomysł. odparłam. - mówisz poważnie? zapytałam.
- jak najbardziej, jeszcze tylko uzgodnimy to z Johnem .

Po 19 przyszedł Paul, poszliśmy do mojego pokoju. Leżeliśmy na łóżku i czytaliśmy jakieś ogłoszenia w internecie.
- wiesz co... zaczęłam nagle. - trochę żałuję że rzuciłam szkołę...
- chciałabyś kontynuować naukę? zapytał patrząc na mnie.
- myślę że powinnam. Przecież ja nie mam żadnego wykształcenia, jak poradzę sobie w życiu? Co powiem moim dzieciom, gdy będą prosiły o pomoc przy lekcjach?
- hmm, no może i masz rację. odpowiedział Paul. którą klasę musiałabyś powtarzać? zapytał.
- w sumie to nie musiałabym powtarzać żadnej, zawsze byłam o jedną klasę wyżej niż moi rówieśnicy przez to że szybciej poszłam do szkoły. Więc teraz od września szłabym do 3 gimnazjum. odpowiedziałam.
- a masz już jakąś szkołę na oku? Paul drążył temat.
- kontynuowałabym naukę w mojej dawnej szkole. odpowiedziałam.
- mhm, ok. a tak poza tematem to... chciałabyś mieć dzieci? zapytał niepewnie.
- a co to za pytanie? zaśmiałam się.
- normalne. pytanie jak pytanie. Paul również zaczął się śmiać . - a więc? spojrzał na mnie swoimi wielkimi niebieskimi ślepiami.
- szczerze? bardzo bym chciała. Ale najpierw mam zamiar korzystać z młodości. A ty, chciałbyś mieć dzieci?
- nie myślałem o tym nigdy, ale później.. kto wie? Paul puścił do mnie oko i wrócił do czytania ogłoszeń w internecie.

Tego wieczora długo siedzieliśmy razem, dopiero po 12 w nocy Paul zbierał się do domu.
Staliśmy jeszcze chwile na klatce i rozmawialiśmy.
- chciałabyś poznać moich rodziców? zapytał Paul.
- emm, zaskoczyłeś mnie. odpowiedziałam zmieszana.
- Mój ojciec pytał o Ciebie już kilka razy, bardzo chce Cię poznać w związku z czym zaprosili Cię na obiad w niedzielę.
- jesteś pewien że chcesz żeby mnie poznali? zapytałam.
- tak, jestem pewien. To Ciebie kocham i to z Tobą chcę spędzić najbliższe lata mojego życia.
Po tych słowach zaczęliśmy się bardzo namiętnie całować, Paul przycisnął mnie do ściany.
- na pewno chcesz żebym poszedł do domu? zapytał i spojrzał na mnie w ten niesamowity sposób.
- zostań. odpowiedziałam i pociągnęłam go za rękę do mieszkania...
Tagi: 7 marca.
07.03.2012 o godz. 17:24

35.

trzydziesty piąty rozdział.

- jestem w ciąży! Pati wpadła w histerię.
- co?! nie mogłam uwierzyć w to że moja 16 letnia przyjaciółka nosi w sobie dziecko.
- okres mi się spóźniał, więc zrobiłam test i wyszło, dwie kreski ! Patricia wciąż zanosiła się od płaczu.
- spokojnie, Pati. Musisz iść do ginekologa, a później porozmawiać z Johnem.
- tak, wiem i tego boję się najbardziej, nie mam pojęcia jak John zareaguje na to że zostanie tatusiem.
- na pewno się ucieszy, on Cię przecież tak kocha, świata poza Tobą nie widzi. Starałam się pocieszyć przyjaciółkę.
- obyś miała racje Emma.

Zrobiłyśmy popcorn, otworzyłyśmy chipsy i włączyłyśmy jakąś komedie romantyczną na DVD. Patricia trochę się wyluzowała, ale wiąż widać było że jest zaszokowana wiadomością, że będzie mamą.

Następnego ranka obudziłam się dosyć wcześnie, o 10 miałam rozmowę w jednym z wydawnictw do którego wysłałam moje CV. Paul na 10 miał wstawić się w klinice.

Gdy dotarłam do budynku w którym znajdowało się to wydawnictwo byłam pełna zachwytu i podziwu. Stałam przed wielkim budynkiem, którego jedna ze ścian była cała szklana. Nie widać było co jest za nią, ponieważ była przyciemniana, ale ludzie znajdujący się za nią doskonale wszystko widzieli.
Pewnym krokiem weszłam do budynku, młoda recepcjonistka pokierowała mnie do gabinetu przełożonej która czekała już na mnie.
Przed wejściem na spotkanie wyciszyłam telefon i wzięłam trzy głębokie wdechy. Bardzo się denerwowałam ponieważ zależało mi na dostaniu tej pracy.

Rozmowa z przełożoną okazała się bardzo przyjemna i w ogóle nie była stresująca. Przełożona okazała się bardzo miłą, zadbaną kobietą w podeszłym wieku.
Powiedziała że bardzo podobają jej się moje prace i mogę zacząć u nich pracować- od zaraz.
Byłam bardzo zadowolona, podałam kobiecie rękę i wybiegłam zadowolona z gabinetu.
Gdy wyjęłam zdenerwowana telefon z torby, miałam 3 nieodebrane wiadomości.
Jedna była od Pati, druga od Paula , a trzecia od... Davida...
Pati napisała, że właśnie idzie do ginekologa, Paul że czeka na mnie pod wydawnictwem, a David miał do mnie jakieś pretensje.
' widzę że szybko o mnie zapomniałaś ! Już wozisz się z jakimś chłopcem z wyższych sfer. Nie sądziłem że taka jesteś !'
Czytając tego smsa czułam jak gotuje się we mnie złość i gniew.
' to nie ja zrobiłam dziecko koleżance z imprezy ! Życzę szczęścia w roli tatusia, nie pisz do mnie więcej. Skończyłam z Tobą.'

David już nic nie odpisał.

gdy wyszłam z budynku na schodach siedział Paul. Wstał, lekko mnie uniósł i zaczęliśmy się oboje kręcić w objęciach.
-co się stało? zapytałam z uśmiechem gdy postawił mnie z powrotem na chodniku.
- znaleźli dla mnie dawcę! odpowiedział szczęśliwy Paul.
- jezu, nawet nie wiesz jak się cieszę! dałam mu dlugiego buziaka.
- a jak tam rozmowa? zapytał po chwili.
- dostałam tę pracę !
- widzę że dziś mamy oboje bardzo szczęśliwy dzień? Paul uśmiechnął się, po czym znów mnie podniósł.
- tak, masz racje. odparłam.

Było przed 15, zjedliśmy na mieście razem obiad i Paul poszedł do domu bo musiał zająć się bratem. Obiecał, że wieczorem wpadnie.

Udałam się do domu, Pati jeszcze nie było, leżałam na kanapie i oglądałam powtórki jakiegoś serialu. Nagle drzwi mieszkania otworzyły się, dom pokoju weszła Pati.
- i jak? zapytałam.
- nijak. 5 tydzień. odpowiedziała smutnym głosem moja przyjaciółka i dała mi do ręki zdjęcie USG na którym widać było jedynie kilkumilimetrowy biały punkcik...
Tagi: 6 marca.
06.03.2012 o godz. 16:59

34.

trzydziesty czwarty rozdział.

... po zjedzeniu pysznej pizzy siedzieliśmy jeszcze trochę w przytulnym lokalu. Paul zamówił mi słabego drinka, a on został przy soku pomarańczowym.
- Emma.. muszę Ci o czymś powiedzieć. zaczął niepewnie Paul.
- jasne, mów śmiało. uśmiechnęłam się do niego i wzięłam mały łyk kolorowego napoju.
- za dwa miesiące kończę szkołę i... dostałem propozycje od jednej ze szkół tańca, abym u nich tańczył.
- no to chyba dobrze prawda? A jaka to szkoła? zapytałam.
- Broadway Dance Center. odpowiedział zmarnowanym głosem.
- żartujesz ?! nie mogłam uwierzyć.
- nie, mówię poważnie. odpowiedział.
- dlaczego ty się nie cieszysz ?! Wiesz ile osób o tym marzy?
- Emma, przecież ja jestem chory, nie wiadomo czy wyzdrowieje... Zawsze o tym marzyłem, ale wiadomo że po ciągłej chemii będę osłabiony, po przeszczepie również.
- przecież to jest za ponad 5 miesięcy. Od października zaczynają się warsztaty w tej szkole, spokojnie. Szukają dla Ciebie dawcy, jeżeli wszystko dobrze pójdzie w październiku zapomnisz o tym że byłeś chory. Starałam się pocieszyć mojego chłopaka.
- to nie jest takie proste...
- Ja wiem że to nie jest proste, ale nie możesz rezygnować ze swoich marzeń! Marzyłeś o tej szkole od dziecka, sam mi mówiłeś. Przyjmij zaproszenie! Złapałam go za rękę i patrzyłam na niego.
- masz racje, nie powinienem rezygnować z tej szkoły. uśmiechnął się do mnie.

Przed 20 wyszliśmy z pizzerii, szliśmy za rękę wtuleni w siebie. Był piękny, niedzielny, kwietniowy wieczór, słońce co prawda już zaszło, ale w powietrzu czuć było zapach wiosny i nadchodzącego małymi kroczkami lata.
Nagle do Paula zadzwonił telefon .
- halo? ... tak, rozumiem. Dobrze będę. Do zobaczenia...

- kto to ? zapytałam.
- dzwonili ze szpitala, prosili żebym jutro o 10 był u nich mają dla mnie jakieś ważne wiadomości. odpowiedział.
- mhm, rozumiem.

Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do TESCO na małe zakupy, ponieważ Paul miał wpaść dziś wieczorem do mnie na chwilę.
Kupiliśmy kilka drobiazgów i poszliśmy w stronę domu.

Gdy już byliśmy na górze, rozebraliśmy się i usiedliśmy przed TV, Patrici i Johna nie było w domu, od wczorajszego ranka ich nie widziałam.
Usiadłam obok Paula z laptopem na kolanach i sprawdziłam pocztę, jedno z wydawnictw zaciekawiły moje doświadczenia związane z plastyką i poprosiło mnie o spotkanie.
Strasznie się ucieszyłam, Paul również.

Siedzieliśmy wtulenie w siebie na kanapie i oglądaliśmy jakiś film w tv, nagle do mieszkania weszła Pati, ale była sama bez Johna.
- cześć ! rzuciłam - a gdzie John ? zapytałam.
- w pracy, wyjechał na szkolenie. Wróci jutro wieczorem. odpowiedziała smutnym i zmarnowanym głosem.
- wszystko w porządku? zapytałam.
- nie, nic nie jest w porządku ! Pati weszła do łazienki i zamknęła się w niej na klucz.

Po jakieś 40 minutach Paul zaczął zbierać się do wyjścia. Staliśmy na klatce całując się.
- jutro się zdzwonimy. zaczął.
- ok .
Pocałowałam go jeszcze raz i wróciłam do mieszkania.

Zapukałam do drzwi toalety zza których usłyszałam płacz Patrici.
- Pati, co się dzieje? zapytałam. - otwórz, proszę.
Po kilku sekundach drzwi otworzyły się powoli a w nich zobaczyłam całą zapłakaną Patricię, trzymającą w ręce test ciążowy.
- co jest? zapytała ponownie, chociaż domyślałam się już co się stało.
- jestem w ciąży! Pati wpadła w histerię.
Tagi: 5 marca.
05.03.2012 o godz. 19:11

33.

trzydziesty trzeci rozdział.

... nagle otworzyłam oczy, wzięłam do reki telefon i sprawdziłam godzinę, 9:56.
' jak to możliwe że spałam tak długo ?!' taka myśl przeszła mi po głowie.
Na 14 byłam umówiona z Paulem pod kliniką nowotworów, tam dzisiaj miał dostać kolejną chemię.
Pośpiesznie poszłam do łazienki, po 20 minutach wyszłam z niej już świeża i umyta.
Ubrałam na siebie czarne laginsy, białą koszulkę z dużym czarnym sercem, malinową marynarkę i czarne baleriny.
Włosy zostawiłam naturalnie pofalowane i rozpuszczone. Delikatnie się pomalowałam i byłam gotowa.

Straciłam pracę, przez ten wypadek, przez to że długo nie byłam w stanie pracować i szef nie chciał pakować pieniędzy w kogoś kto w ogóle nie pojawia się w pracy.
Postanowiłam więc zacząć robić coś co lubię i sprawia mi przyjemność- rysowanie.
Włączyłam laptopa i usiadłam przy stoliku w kuchni, rozesłałam moje CV do kilku wydawnictw, dzięki którym mogłabym robić rysunki do komiksów i czasopism.

Po 13 wyszłam z domu, na dworze było w miarę ciepło.
Udałam się na przystanek tramwajowy gdzie wsiadłam do tramwaju nr 357. Przed 14 byłam już pod kliniką, usiadłam na ławce i czekałam na Paula.
Nie musiałam długo czekać, po kilku minutach stał już koło mnie. Odniosłam wrażenie że jednak jest coś nie tak, ponieważ był strasznie smutny i wyglądał na załamanego.
- coś się stało? zapytałam.
- nie .. nic. odpowiedział smutnym i zmarnowanym tonem.
- proszę Cię przecież widzę że coś jest nie tak. nie dawałam za wygraną.
- no dobra... mam bardzo złe wyniki, szukają dla mnie dawcy szpiku..
- rozumiem, nie martw się. Znajdą go. złapałam go za rękę.

Przytuliłam się do mojego chłopaka, w którego ramionach czułam się jak zwykle bardzo bezpiecznie.
- nie myśl teraz o tym. starałam się go pocieszyć. - chodźmy na jakiś spacer, później pójdziemy na pizze. zaproponowałam.
- nie potrafię o tym nie myśleć Emmo. Bardzo bym chciał, ale nie mogę. odpowiedział mój chłopak.
- okej, rozumiem, ale nie martw się, będzie dobrze. Znajdą tego dawcę, muszą go znaleźć.
- mam taką nadzieję. Paul wymusił uśmiech.

Poszliśmy na spacer nad rzekę, było tam pełno ludzi. Matki z dziećmi siedziały na kocach na trawie, młode pary trzymające się za ręce.
usiedliśmy na murku blisko rzeki, trzymaliśmy się za ręce i patrzyliśmy na wodę, która w blasku słońca wyglądała pięknie.
- obiecaj mi coś. zaczęłam.
- co mam Ci obiecać? Paul spojrzał na mnie.
- że będziesz walczył, i nie poddasz się. Nie chce Cię tracić. odpowiedziałam.
- nie stracisz mnie, będę walczył obiecuje! Paul pocałował mnie, nasze języki wiły się wokół siebie.
Gdy przerwaliśmy pocałunek, nie oddalaliśmy się od siebie, wciąż dzieliła nas minimalna odległość, patrzyliśmy się sobie w oczy, po chwili znów się pocałowaliśmy.

Przed 17 udaliśmy się w kierunku małej pizzerii w centrum. Szliśmy trzymając się za ręce.
Byłam niższa od Paula, nasze dłonie również były różnych rozmiarów. Gdy szliśmy za rękę czułam się jak mała dziewczynka, moje dłonie topiły się w jego dużych, męskich dłoniach, które zawsze były gładkie i miękkie jak u małego dziecka.

W pizzerii był niesamowity wystrój, ściany pokryte czerwonymi cegłami, dębowe stoły na których znajdowały się duże świece o najrozmaitszych zapachach, jasne bardzo wygodne kanapy. Na jednej z ceglanych ścian wisiała wielka flaga Wielkiej Brytanii, a na pozostałych różne wycinki z gazet, plakaty...
Usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików, po chwili podszedł do nas kelner, który przyjął od nas zamówienie.
Siedziałam wtulona w Paula, który bawił się moimi włosami i całował mnie po szyi.
Pachniał obłędnie, czułam jego ciepły oddech na mojej szyi, po całym moim ciele przeszły dreszcze.
Paul trzymał mnie za udo, niewinne pocałunki zmieniły się w gorący, bardzo namiętny pocałunek, nasze ręce wędrowały wszędzie.
- Paul, jesteśmy w miejscu publicznym. zaśmiałam się.
- masz racje. Paul również zaczął się śmiać.

W tej samej chwili do stolika podszedł kelner z nasza pizzą na tacy, oboje zabraliśmy się do jedzenia.
Tagi: 4 marca.
04.03.2012 o godz. 18:45

32.

trzydziesty drugi rozdział.

... dochodziła 19 gdy weszliśmy do budynku w którym znajdowało się KFC. W środku było bardzo jasno i ciepło. W powietrzu unosił się zapach fast food'ów.
Usiedliśmy przy stoliku pod oknem, do którego siedzieliśmy tyłem. Paul poszedł zamówić dla nas jedzenie, po chwili przyszedł z taca pełną gorących i zapewne bardzo niezdrowych przysmaków. Byliśmy bardzo głodni, szybko cała zawartość z tacy znalazła się w naszych żołądkach.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W tle słychać było muzykę z tv znajdującego się przed nami.
Siedzieliśmy objęci, oboje patrzyliśmy sobie w oczy, po chwili nasze wargi były już złączone. Był to dosyć namiętny pocałunek, który trwał dłuższą chwilę.

Po 20 wyszliśmy z lokalu. Na dworze było już prawie zupełnie ciemno.
Paul złapał mnie delikatnie za rękę i poszliśmy w kierunku domu Pati i Johna.
- nie słyszałeś coś o jakimś tanim i małym mieszkaniu do wynajęcia ? zaczęłam.
- a co, zmieniasz mieszkanie? zapytał Paul.
- nie, teraz tymczasowo mieszkałam u przyjaciółki. odpowiedziałam.
- mhm, rozumiem. Ale z tego co wiem to w akademiku, w którym mieszka mój kumpel jest kilka wolnych pokoi. Mogę się coś dowiedzieć więcej na ten temat jeśli chcesz. zaproponował Paul.
- dziękuję, kochany jesteś.
Mówiąc to zbliżyłam się do niego i dałam mu długiego całusa.

Po drodze weszliśmy jeszcze do sklepu nocnego. Kupiłam paczkę papierosów i wyszliśmy.
- spotkamy się jutro ? zapytał Paul.
- jasne, może pójdziemy na jakąś pizze? zaproponowałam.
- świetny pomysł, ja stawiam. zaśmiał się.

Idąc śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Pod domem znów bardzo namiętnie się pocałowaliśmy, miałam wrażenie że nie możemy się od siebie oderwać.
Zdjęłam z siebie bluzę i oddałam ją Paulowi.
- nie oddawaj mi jej. zaprotestował nagle. - oddasz mi przy okazji. uśmiechnął się.
- okej. odwzajemniłam jego uśmiech po czym weszłam do klatki i powoli weszłam po schodach na górę.

gdy weszłam, rzuciłam się na łóżko i uśmiechałam sama do siebie bez powodu. Miałam na sobie bluzę Paula, która ślicznie pachniała nim, jego perfumami... Czułam się w niej bezpieczna i donosiłam wrażenie że Paul jest obok mnie.
Po chwili usłyszałam dźwięk smsa, nadawcą był Paul.
' miłych snów, już tęsknie. Do jutra.'

odłożyłam telefon na stolik obok łóżka i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
03.03.2012 o godz. 20:21

31.

trzydziesty pierwszy rozdział.

Minęły dwa miesiące, był 15 kwietnia. W Nowym Jorku była piękna wiosna, świeciło słońce, było ciepło, kwitły kwiaty. Rehabilitacja przynosiła efekty, chodziłam już o własnych siłach, kule nie były mi już potrzebne, była bardzo duża poprawa.
Jak już wcześniej wspomniałam był 15 kwietnia, sobota.
Tego dnia byłam umówiona z Paulem, że zabierzemy jego młodszego brata do wesołego miasteczka.
O 14 oboje stali pod moim domem. Gdy zeszłam na dół, Paul pocałował mnie w policzek i przedstawił swojemu małemu bratu.
Chłopiec miał 4 lata i nazywał się Ernie. Był zabójczo podobny do Paula po prostu skóra zdarta. Miał na sobie jeansowe ogrodniczki do kolan, granatowe trampki za kostkę i białą polówkę. na głowie miał białą czapkę z daszkiem z pod której wystawały jasne włoski, takiego samego koloru jak Paula.
Powoli poszliśmy w stronę wesołego miasteczka. Paul był w świetnej formie, widać było efekty leczenia. Odrosły mu już włosy, na twarzy znów pojawił się ten łobuzerski uśmiech, a w oczach pojawiły się iskierki radości.

Gdy Ernie szalał na trampolinach my siedzieliśmy i rozmawialiśmy, cały czas nie spuszczając wzroku z Erniego.
- świetnie wyglądasz Paul. zaczęłam.
Mój przyjaciel spojrzał na mnie zmieszany i zaśmiał się.
- co masz na myśli? zapytał.
- promieniejesz. Naprawdę bardzo się cieszę, że zgodziłeś się na leczenie. odpowiedziałam.
- to dzięki tobie. I również dzięki Tobie jestem znów w formie. Paul patrzył na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami, które w słońcu miały kolor jak woda w oceanie w jakiś egzotycznych krajach.
- jak to dzięki mnie? spojrzałam na niego pytająco.
- wspierasz mnie, jesteś ze mną cały czas i.. Paul przerwał swoją wypowiedź - chodź, napijemy się czegoś.
- dokończ co zacząłeś. nie odpuszczałam.
- nie, nic ważnego. Widziałam po jego zachowaniu że jest bardzo zmieszany.
Zabraliśmy Erniego na watę cukrową i lody, po czym mały pobiegł na plac zabaw a my siedzieliśmy na ławce. Było po 16, na dworze robiło się już chłodno.
Przed 18 odprowadziliśmy Erniego do domu, mały dał mi słodkiego buziaka i pobiegł z balonem nadmuchanym helem w kształcie myszki Miky na górę.
Razem z Paulem poszliśmy jeszcze na miasto. Było już chłodno, Paul dał mi bluzę i objął mnie ramieniem.
W jego towarzystwie czułam się bezpieczna, jednak bałam się angażować w to, ponieważ nie wiedziałam nawet za kogo on mnie ma.
- powiesz mi co ja takiego jeszcze robię, że nie chciałeś mi powiedzieć? popatrzyłam na niego dyskretnie.
- egh, po prostu jesteś wyjątkowa. Nigdy dotąd nie znałem takiej dziewczyny jak ty. I to sprawiło że strasznie mi na Tobie zależy, każda chwila spędzona z Tobą dawała mi motywacje na to, że muszę walczyć.
Oboje stanęliśmy i patrzyliśmy się na siebie, robiła się już szarówka.
- mówisz poważnie? zapytałam cicho.
- tak, mówię poważnie. Bałem się Ci o tym powiedzieć, ponieważ wiem że nie mam szans u takiej dziewczyny jak ty i mógłbym Cię stracić. odpowiedział i wbił wzrok w chodnik.
- dlaczego pomyślałeś że nie masz u mnie szans ? byłam zdziwiona.
- wokół Ciebie przewija się tyle chłopaków... Choćby ten Alan- twój masażysta. Przystojny, ustawiony..
- Paul, ty też jesteś zniewalająco przystojny, a to że on ma kasę to nic nie znaczy. Nic do niego nie czuję, jestem mu wdzięczna za to że mi pomaga, ale to wszystko. To z Tobą spędzam każdą wolną chwilę, o Ciebie się martwię..
- mówisz poważnie? zapytał .
- tak. odpowiedziałam.
Staliśmy naprzeciwko siebie i dzieliła nas coraz mniejsza odległość, po chwili nasze wargi złączyły się. Trwało to około 2 minut, Paul przycisnął mnie do jakiejś ściany, po czym mocno do siebie przytulił.
Czułam, że w końcu jestem szczęśliwa i miałam nadzieję, że Paul nie skrzywdzi mnie tak jak David.

Paul wziął mnie za rękę i poszliśmy w stronę KFC, bo oboje byliśmy bardzo głodni.
Tagi: 3 marca.
03.03.2012 o godz. 11:36

30.

trzydziesty rozdział.

Cały tydzień spędziłam w domu, nie mogłam się ruszyć. Miałam wrażenie że moja noga jest zmiażdżona, poparzona... Tak strasznie bolała, nie mogłam zrobić nic.
20 lutego, w poniedziałek miałam pierwszą rehabilitacje.
Wstałam tego dnia o 7 rano, powoli poszłam do łazienki i z trudem weszłam pod prysznic. Po mistrzowsku umyłam głowę. Dlaczego po mistrzowsku? Dlatego że klęczałam z jedną prostą nogą i to na dodatek lekko uniesioną.
gdy wyszłam, z trudem włożyłam na siebie jeansy, następnie biały t-shirt i czarną bluzę z kapturem.
O 9 byłam gotowa, usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie. Wróciłam do pokoju po torbę , ubrałam buty, kurtkę, szalik i wyszłam z domu. Miałam przy sobie oczywiście dwie kule, bez nich nigdzie nie mogłam się ruszyć.
Poszłam w kierunku przystanku tramwajowego, wsiadłam w tramwaj i pojechałam w kierunku szpitala.
Dotarłam tam po 10, gdy weszłam do części przeznaczonej tylko do rehabilitacji, znalazłam się na pięknym, wyremontowanym korytarzu. Na podłodze były położone duże ciemno brązowe matowe kafle, ściany były w kolorze budyniu waniliowego, a filary i recepcja wykończone były marmurem.
Na poczekalni siedziało kilka osób.
Rozebrałam się i powiesiłam moje rzeczy na wieszaku.
Usiadłam na kanapie i patrzyłam na obraz znajdujący się przede mną.
Nagle usłyszałam głośne otwieranie drzwi, odwróciłam się i zobaczyła młodego chłopaka wychodzącego z jakiegoś masażu.
Wyglądał na zdrowego i normalnego, nie kulał, poruszał się normalnie.
Nie miałam pojęcia co mógł tam robić, po chwili jednak byłam w stu procentach przekonana kim jest i co tutaj robił- był masażystą.
Nigdy bym nie powiedziała że tam pracuje, nie miał na sobie żadnego fartucha, plakietki, nic. Ubrany był w jeansy, ciemno szarą luźną koszulkę, na szyi miał srebrny naszyjnik, a jedno ucho miał przebite.
Po kilku minutach poprosił mnie do pokoju, powoli wstałam i poszłam za nim.
Chłopak kazał mi usiąść i wypytywał o moje dane. gdy pisał, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był wysokim, przystojnym, bardzo młodym chłopakiem. Jego włosy nie były zbyt długie, ale też nie były krótkie, były koloru ciemno brązowego i przypominały 'artystyczny nieład'.
Gdy rozmawiał ze mną mogłam zaobserwować jego oczy- głęboko błękitne, o szerokich źrenicach.
- a więc tak, mów mi po imieniu, nie wydaje mi się żeby była pomiędzy nami duża różnica wieku. Chłopak zaśmiał się i wyciągnął w moim kierunku rękę. - jestem Alan.
- Emma. również podałam mu rękę.
- A więc ile masz lat Emmo? Alan spojrzał na mnie pytająco.
- w sierpniu skończę szesnaście. odpowiedziałam.
- mhm, więc jest pomiędzy nami 3 lata różnicy. Chłopak puścił do mnie oko.
Rozmawialiśmy tak przez jakieś 20 minut. Później Alan pokazał mi kilka ćwiczeń, które mogę wykonywać w domu. Przez całe nasze potkanie patrzył na mnie w taki szczególny sposób... Nie wiedziałam co o tym myśleć.
O 11.30 skończyliśmy, Alan pomógł mi wstać i ubrać się.
- więc widzimy się za dwa dni tak? zapytał gdy wychodziłam.
- tak, tak, powinnam dotrzeć. odpowiedziałam.
- w porządku, do zobaczenia.
- na razie. uśmiechnęłam się.

Gdy wyszłam ze szpitala czekał na mnie Paul, pojechaliśmy razem do domu.
Tagi: 2 marca
02.03.2012 o godz. 17:44

29.

dwudziesty dziewiąty rozdział.

... nie wiem co się ze mną działo. Nie pamiętam nic, kompletnie nic. Od momentu gdy leżałam na ulicy do teraz- gdy jestem w szpitalu, cała potłuczona, w kablach...

Otworzyłam oczy, w pokoju w którym się znajdowałam panował półmrok. Nie mogłam się ruszyć, chciałam odkaszleć lecz nawet to sprawiało mi trudność. czułam tak przeraźliwy ból w klatce piersiowej że łzy płynęły mi same po policzkach.
Po chwili do pokoju gdzie się znajdowałam weszło 2 lekarzy i jakaś młoda pielęgniarka.
- witaj Emmo, jak się masz? zapytał młody, uśmiechnięty i bardzo przystojny lekarz, który najprawdopodobniej był stażystą.
- wszystko mnie boli nie wiem jaki jest dzień, która godzina, co się stało.. jest cudownie. odpowiedziałam opryskliwie zachrypniętym głosem.
- wpadłaś pod samochód, 2 tygodnie temu. Miałaś połamane żebra, ale już jest wszystko w porządku. Dosyć mocno się potłukłaś, a najbardziej ucierpiała na tym wszystkim Twoja lewa noga, która jest złamana i do tego masz bardzo poważny uraz kolana.
- ile tutaj muszę zostać? zignorowałam to co powiedział do mnie ten miły stażysta.
- no trochę na pewno, w takim stanie raczej nie mogłabyś wyjść.
- rozumiem. odpowiedziałam.
- wiele osób o Ciebie pytało, bardzo się martwili . dodał stażysta.
- kto pytał ? popatrzyłam na młodego chłopaka.
- Patricia, Paul. odpowiedział lekarz.
- nikt więcej? zapytałam cicho.
- nie przypominam sobie. Był tutaj jeszcze Twój ojciec, ale tylko raz, więcej go nie widziałem. odpowiedział.
- dobrze, dziękuję.

Miałam nadzieję że David chociaż dzwonił. No ale skąd może wiedzieć że w ogóle coś mi się stało. Pewnie nie ma o niczym pojęcia, świetnie bawi się w Chicago...

Po 2 tygodniach wyszłam ze szpitala- był 10 luty, piątek.
Przyszła po mnie Pati. Nadal wszystko mnie bolało, może mniej niż przed dwoma tygodniami, ale ból w klatce piersiowej i noga nie dawały o sobie zapomnieć.
Gips z nogi co prawda miałam już zdjęty i nogę miałam tylko usztywnioną od uda do kostki, ale nadal było mi ciężko się poruszać. Kolano.. nie mogłam zgiąć nogi, ani normalnie stanąć. czekała mnie długa rehabilitacja i w ostateczności operacja.

Wieczorem wpadł do mnie Paul. Minął miesiąc odkąd jest na chemii. Był w czapce i nie ściągał jej, dlatego że nie miał już włosów i nie chciał się tak pokazywać.
Miał na sobie czarne spodnie, które wisiały mu na tyłku, szarą luźną koszulkę z białym napisem i czarno białą arafatkę. Wyglądał na wykończonego chorobą.
- jak się czujesz ? zapytał wymuszając uśmiech.
- lepiej, a ty? spojrzałam na niego.
- w porządku. spuścił głowę.
- Paul.. przecież widzę. nie odpuszczałam.
- nie mam na nic siły, ciągle wymiotuje, ciągłe krwotoki z nosa, ciągły strach.
- jestem z Tobą, pamiętaj . Ostrożnie do niego podeszłam i przytuliłam się do niego.

Paul posiedział jeszcze chwilę i poszedł do domu.
Do mojego pokoju weszła Pati.
- Emma, możemy pogadać? zapytała.
- jasne, mów śmiało. uśmiechnęłam się.
- muszę Ci coś powiedzieć, nie pozwolę na to żeby on cię tak traktował. widziałam że jest wkurzona.
- o co chodzi? spoważniałam.
- o Davida. Zrobił dziecko takiej jednej dziewczynie z NY, znam ją z widzenia. powiedziała Pati.
- co?! krzyknęłam.
- też nie mogłam w to uwierzyć. Dlatego wyjechał.
- a mówił że to dlatego że beze mnie tutaj życie nie ma sensu.. spuściłam głowę.
- nie przejmuj się. Pati złapała mnie za rękę.
- nie chcę go znać, chce zapomnieć o tym że kiedykolwiek miałam z nim coś wspólnego. zaczęłam krzyczeć.
- rozumiem Cię.

Nie mogłam uwierzyć że ten chłopak tak potrafi kłamać. Gdy go poznałam nigdy nie powiedziałabym że mógłby coś takiego zrobić.
David będzie ojcem... nie mogłam w to uwierzyć, nie mogło mi to przejść przez gardło.
Przecież ja też mogłam tak skończyć, tak jak ta dziewczyna, której David zrobił dziecko. Co wtedy ..? Wolę o tym nie myśleć.
Tagi: 28 luty.
28.02.2012 o godz. 19:32

28.

dwudziesty ósmy rozdział.

... po cichu weszłam do mieszkania. Zdjęłam płaszcz i buty, po czym udałam się do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na blado zieloną ścianę wypełnioną plakatami jakiegoś rockowego zespołu.
Wyjęłam z kieszeni spodni telefon, jedna nowa wiadomość i 2 nieodebrane połączenia. Od kogo? Od Davida...
' Emma, przepraszam że tak wyszło, że Cię oszukiwałem. Wiem że to głupie, ale kocham Ciebie, i tylko Ciebie. Jestem idiotą, że przespałem się z Lisą, nawet nie wiesz jak bardzo żałuję. Wiem, że mi nie wybaczysz, trudno, nie zasługuję na Ciebie. Jestem pewien że znajdziesz szczęście z chłopakiem, który doceni to, że ma taki skarb jakim jesteś ty.
Chciałem Ci powiedzieć że wyjeżdżam do Chicago, tutaj już nic mnie nie trzyma. Kocham Cię, pamiętaj o tym.
Twój David.'
Czytając tego smsa łzy płynęły mi po policzkach strugami. Tak bardzo go kochałam... Mimo wszystko!
Byłam w stanie wybaczyć mu ten skok w bok, narkotyki... Byłam w stanie wybaczyć mu wszystko, tak bardzo go kochałam...
' David, mam do Ciebie prośbę. Przed Twoim wyjazdem spotkajmy się, proszę. Kiedy Ci pasuje?'
Bardzo chciałam z nim porozmawiać, ten ostatni raz przed jego wyjazdem.
Po kilku minutach usłyszałam dźwięk smsa.
' jutro o 20 na dworcu.'

Przebrałam się w piżamę i położyłam w ciepłym łóżku.
leżąc słyszałam odgłosy kochającej się Pati z Johnem, które przypomniały mi jak dobrze było mi z Davidem zanim zaczął brać...
Przypomniało mi się również to jak się poznaliśmy, to jak byliśmy nierozłączni, wszędzie razem...

Następnego dnia obudziłam się po 8. Odświeżyłam się, przebrałam i poszłam do pracy. Tam odwiedził mnie Paul.
- cześć Emmo . usiadł przy barze i spojrzał na mnie nieco weselszym spojrzeniem niż wczorajszego wieczoru.
- cześć.. miło Cię widzieć, jak tam? zapytałam i nie patrząc na niego wycierałam mokre naczynia.
- lepiej. co się dzieje, jesteś jakaś nie swoja.. Paul położył ręce na blacie.
- nadal go kocham... rzuciłam ścierkę na podłogę i rozpłakałam się.
- tego Davida, tak? Po tym wszystkim co Ci zrobił? zapytał Paul.
- tak... on jest dla mnie tak cholernie ważny. Tyle razem przeszliśmy... Nie ważne, opowiadaj co u Ciebie. wróciłam do mojego wcześniejszego zajęcia.
- byłem dziś rano u lekarza, jutro mam pierwszą chemię.. chłopak głęboko westchnął.
- będzie dobrze. uśmiechnęłam się i poklepałam go po ramieniu.

Po 19 zerwałam się z pracy i pobiegłam w kierunku dworca. gdy dotarłam na miejsce była 19.45.
David siedział na ławce, trzymał w ręce kawę. Obok niego leżała duża torba.
Powoli zbliżyłam się do niego, David wstał.
Na jego widok znowu miałam ochotę się rozpłakać, jednak powstrzymałam się. David spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- ale się namieszało.. zaczął David.
- dlaczego to zrobiłeś? powiedz mi dlaczego... Zapytałam trzęsącym się głosem.
- nie wiem. Po prostu nie wiem, miałem we krwi tyle tego świństwa że nie panowałem nad sobą. Wiem tyle, że to był największy błąd w moim życiu... David spuścił głowę.
- wiesz jak ja się czuję? Właśnie żegnam się z chłopakiem którego kocham jak nigdy nikogo, który jest dla mnie najważniejszy na świecie. Przez głupotę.. mój głos powoli zamieniał się w krzyk, po policzkach spłynęły mi łzy, David patrzył na mnie cały czas.
- nie płacz, proszę. Ja też bardzo Cię kocham, najbardziej. Przestałem brać, zapisałem się na terapię, dla Ciebie. Chłopak złapał mnie za rękę - pamiętaj o mnie, napisz kiedy tylko będziesz chciała.
- David, ja nigdy o Tobie nie zapomnę ! rozpłakałam się na dobre. David otarł mi zimną ręką z twarzy łzy i przytulił mocno do siebie. Po chwili pocałował mnie w czoło.
Staliśmy przytuleni do siebie, oboje patrzyliśmy się sobie w oczy, dzieliły nas zaledwie kilka centymetry. Zaczęliśmy się całować, trwało to kilka sekund.
- kocham Cię David, ale nie możemy być już razem. Zbyt wiele się stało. A ten pocałunek, to było nasze pożegnanie.
Odwróciłam się i poszłam w stronę wyjścia.
- Emma..
- cześć!

gdy wyszłam z dworca, zaczęłam biec, padał deszcz, byłam cała mokra. Nie docierały do mnie żadne dźwięki, tylko stłumione, oddalone i niewyraźne szmery. Nie wiem kiedy wbiegłam na ulicę, coś we mnie uderzyło, upadłam na mokry asfalt, poczułam straszny ból w klatce piersiowej, słyszałam oddalone krzyki i pisk opon. Dalej nie pamiętam już nic, przerażający ból i.. ciemność.
Tagi: 26 luty.
26.02.2012 o godz. 18:46

27.

dwudziesty siódmy rozdział.

- Paul! złapałam go za ramiona. - dobrze się czujesz ?!
Chłopak zbladł i zsunął się na ziemię. Siedział oparty o mur kamienicy, usiadłam obok niego.
- Paul, co ci jest ?! krzyczałam.
- już dobrze. odpowiedział cicho chłopak.
- co ci się stało? byłam przerażona, nie mogłam się opanować.
- egh, Emmo, to długa historia. Kiedyś Ci o tym opowiem. odpowiedział zmarnowanym głosem Paul.
- nie odpuszczę Ci Paul. Wiesz jak się wystraszyłam?
Chłopak wstał i podał mi rękę.
- chodź, przejdziemy się. Wszystko Ci wytłumaczę. W głosie Paula słyszałam smutek.
Długo szliśmy w ciszy, nie wiedziałam jak mam ją przerwać. Było mi niezręcznie więc wolałam zaczekać aż Paul sam zacznie mówić.
Po chwili weszliśmy do jakiegoś sklepu nocnego. Było po 21. W sklepie było bardzo jasno, gdy weszliśmy spojrzałam na Paula. Był strasznie blady i smutny. Nie wiedziałam co się dzieje, z jego twarzy zniknął ten charakterystyczny uśmiech, w oczach nie było już tego błysku...
Paul dał mi do ręki butelkę jakiegoś soku i spojrzał na mnie smutnymi oczami.
Wyszliśmy ze sklepu i stanęliśmy na jakimś moście. Oboje staliśmy oparci o zimne barierki i patrzyliśmy przed siebie. Rzeka nad którą się znajdowaliśmy była zamarznięta, cała pokryta krą. Wzięłam łyk soku i spojrzałam na Paula.
- na pewno chcesz wiedzieć co się ze mną dzieje? zaczął cicho Paul.
- oczywiście że chcę, strasznie się o Ciebie bałam. odpowiedziałam.
- a mogłabyś mi obiecać jedną rzecz ? Paul spojrzał na mnie pytająco.
- mhm, mów śmiało.
- obiecaj mi że nie zerwiesz ze mną kontaktu gdy Ci powiem. - obiecuję. położyłam moją dłoń na dłoni Paula. - nie zerwę z Tobą kontaktu.
- Emma, ja.. jestem chory... Chłopak głęboko westchnął i spuścił głowę.
- mogę wiedzieć na co? zapytałam cicho. - to coś poważnego?
- mam białaczkę. Niedawno ją u mnie wykryto. Paul zabrał swoją rękę od mojej.
- naprawdę mi przykro. odeszłam od barierki i mocno przytuliłam się do Paula, który stał nieruchomo. - podjąłeś się leczeniu? zapytałam.
- nie. burknął chłopak. - prędzej czy później i tak umrę, jestem tego świadomy. Wolę prędzej, nie chce cierpieć przez kilka lat.
- bzdura! Przecież wykryto u ciebie tę chorobę nie dawno. Masz ogromne szanse na całkowite wyleczenie. Musisz się poddać leczeniu Paul ! Trzymałam go za ramiona i patrzyłam się na niego. Nie patrzył na mnie, unikał mojego wzroku.
- Paul, spójrz na mnie ! krzyknęłam.
chłopak popatrzył na mnie przez kilka sekund milcząc, po chwili znów patrzył gdzieś w dal.
- strasznie się boję.. Wiadomość o tym że jestem chory wywróciła moje życie do góry nogami.
Chłopak nagle zaczął mówić.
- boję się że gdy podejmę się leczeniu będę cierpiał dłużej, a ja nie chcę tak. Nie chcę być ciężarem dla mojej rodziny. dodał Paul.
- nie będziesz cierpiał! Masz ogromne szanse na to że będziesz zupełnie zdrowy. starałam się za wszelką cenę wyprowadzić Paula z błędu.
- sam nie wiem .. mruknął cicho.
- teraz ty mi coś obiecaj. spojrzałam na niego.
- hm?
- obiecaj że zgodzisz się na leczenie, zrób to dla mnie, proszę Cię nie poddawaj się tak łatwo.
Paul długo nic nie odpowiadał, zeszliśmy z mostu i odprowadził mnie ponownie pod dom. Pod klatką mocno mnie objął.
- dziękuję Ci Emmo. Obiecuję, będę się leczył.
- i pamiętaj, nie poddawaj się Paul!
- nie poddam się. Robię to wszystko dla Ciebie.
Paul pocałował mnie w policzek, nałożył na głowę kaptur i po chwili zniknął za rokiem...
Tagi: 25 luty.
25.02.2012 o godz. 19:37

26.

dwudziesty szósty rozdział.

... stałam pod halą i czekałam na Paula, ponieważ poszedł się przebrać. Po 15 minutach stał koło mnie. Miał na sobie ciemne jeansy, które wisiały mu na tyłku, czarną bluzę z kapturem i kurtkę.
- to jak, idziemy? zapytał z uśmiechem chłopak.
- jasne, chodźmy. odpowiedziałam.
Poszliśmy do małej kawiarni Starbuck cafe niedaleko hali na której odbywał się trening. Nigdy wcześniej nie miałam okazji tam pójść. Było tam bardzo ładnie i przytulnie, w powietrzu unosił się zapach parzonej kawy i czekolady.
- na co masz ochotę? zapytał po chwili Paul.
- hm, cappucino. odpowiedziałam po czym wyjęłam z torby portfel.
- nie, nie, chyba się nie zrozumieliśmy. Paul spojrzał na mnie porozumiewawczo. - ja stawiam . uśmiechnął się.

Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Po jakimś czasie mój humor znowu się popsuł, czułam że do oczu napływają mi łzy i w gardle robi mi się gula.
- ej, Emma! co się dzieje? powiedziałem coś nie tak? Paul zauważył moją zmianę nastroju i zaczął pytać o co chodzi.
- nie nic, przepraszam... spuściłam głowę.
- o co chodzi? chłopak nie dawał za wygraną.
- egh, straciłam kogoś kogo bardzo kochałam... po chwili odpowiedziałam.
- co się stało.?
- mój chłopak mnie zdradził, zaczął ćpać, pić. Stoczył się. odpowiedziałam cicho.
- mogę ci jakoś pomóc ? zaproponował Paul.
- a jak ty chcesz i niby pomóc ?! nic o mnie nie wiesz! poco ja ci o tym wszystkim w ogóle mówię?! Pewnie nie masz pojęcia o problemach... zaczęłam krzyczeć.
Paul patrzył na mnie tymi swoimi wielkimi oczami i odniosłam wrażenie że go zamurowało.
- przepraszam... powiedziałam po chwili.
- nie, w porządku, rozumiem. Miałaś prawo się zdenerwować, nie znasz mnie a ja cię wypytuje o Twoje problemy.. odpowiedział chłopak.
- jeszcze raz przepraszam.
- okej, nie ma sprawy.
Było po 20, Paul odprowadził mnie pod dom.
- wiesz co? masz tutaj mój numer, może kiedyś się spotkamy? chłopak wziął do ręki mój telefon i zapisał swój numer.
- okej, w porządku, możemy się spotkać.

Jeszcze chwile rozmawialiśmy, nagle Paul stracił równowagę i mało co się nie przewrócił.
- Paul! złapałam go za ramiona. - dobrze się czujesz ?!
Tagi: 24 luty.
24.02.2012 o godz. 16:33

25.

dwudziesty piąty rozdział.

... był poniedziałkowy ranek, na dworze było bardzo zimno, mróz aż szczypał w policzki. Było kilka minut po 8, na ulicy był ogromny ruch, na chodnikach zresztą też.
Szłam ze spuszczoną głową nie zwracając uwagi na przechodniów, na to żeby w nikogo nie wejść. na nic, po prostu na nic.
Po jakiś 15 minutach dosyć szybkiego marszu doszłam na miejsce. Poczułam głębokie i dosyć mocne ukłucie w podbrzuszu, poczułam złość i nienawiść, momentalnie do oczu napłynęły mi łzy.
Weszłam do środka kamienicy, znajdowałam się na zimnej, ciemnej klatce schodowej gdzie śmierdziało wilgocią. Zdjęłam z głowy kaptur, włożyłam po cichu klucz w zamek i weszłam do środka. W mieszkaniu śmierdziało, panicznie śmierdziało. Dymem z papierosów, alkoholem, damskimi i męskimi perfumami które wymieszały się w jedną całość.
Rozpięłam płaszcz i weszłam do pokoju, David leżał ubrany na łóżku, był aż nieprzytomny. Koło niego walały się puste butelki po piwie, winie, wódce, wypalone papierosy, wykorzystane strzykawki...
Nie usłyszał nawet ze ktoś wszedł do mieszkania. Było mi go naprawdę żal, ponieważ był świetnym chłopakiem i stoczył się. Popełnia ten sam błąd co jego matka, która teraz z góry patrzy na to jak jej syn popełnia te same błędy co ona.
Wyjęłam z szafy torbę, otworzyłam szeroko szuflady w których znajdowały się moje rzeczy.
Spakowanie zajęło mi jakieś 30 minut. Założyłam płaszcz, nałożyłam na głowę kaptur, na ramię zarzuciłam bardzo ciężką torbę i już miałam zamiar wyjść gdy jeszcze na chwilę się odwróciłam. Rozpłakałam się, patrzyłam na Davida który wyglądał teraz tak bezbronnie.. przypomniała mi się sytuacja z przed kilku miesięcy, gdy wrócił z Chicago i obiecywał że już nigdy mnie tak nie skrzywdzi ...
Wyszłam z mieszkania i udałam się w stronę domu Pati i Johna.
Gdy weszłam do mieszkania, rozebrałam się i rzuciłam na łóżko, zaczęłam płakać i trząść się. Pati położyła się obok mnie i przytuliła mnie mocno.
- kochana, muszę iść do pracy. powiedziała Pati.
- okej, nie ma sprawy , dam sobie radę, nie jestem małą dziewczynką, tak? parsknęłam.
- no tak, nie wątpię.. Będę po 22. Trzymaj się . Przyjaciółka pocałowała mnie w głowę i wyszła.
Leżałam tak jakoś do 16. O 16 coś we mnie pękło, usiadłam na łóżku i zaczęłam śmiać się sama do siebie jakbym zwariowała. Nagle przypomniało mi się Paul, że zaprosił mnie na swój trening. Doszłam do wniosku że to świetny pomysł żeby oderwać się na chwilę od tego wszystkiego. Miałam godzinę na naszykowanie się. Poszłam szybko do łazienki, weszłam pod prysznic, wykąpałam się , umyłam głowę. Włożyłam na siebie czyste ciuchy i pomalowałam się. włosy zostawiłam naturalne, rozpuszczone i lekko pofalowane.
Wyszłam z domu w udałam się w kierunku hali na której miał odbyć się trening Paula. Nie miałam jego numeru, żadnego namiaru więc nie wiedziałam gdzie mam się udać po przyjściu tam. Poszłam jednak na trybuny.
Po kilku minutach podszedł do mnie chłopak, na początku go nie poznałam, później okazało się że to Paul. Wyglądał inaczej niż tamtego wieczora. Dopiero wtedy dostrzegłam że jest naprawdę ładny. ale nie chciałam nawet o tym myśleć, nie byłam gotowa na żadne nowe związki.
- cześć Emmo! krzyknął uśmiechnięty Paul.
- cześć, jak leci? odpowiedziałam obojętnie.
- w porządku, a u Ciebie jak? Nadal nie w humorze? dopytywał Paul.
- bingo. posmutniałam.
- wiesz co? nie myśl teraz o tym, przynajmniej się postaraj. Po treningu zapraszam Cię na spacer, pogadamy.
- ok. odpowiedziałam.
Paul zniknął gdzieś, po jakiejś chwili z szatni wyszli wszyscy 'tancerze' i zaczęli naprawdę nieźle wymiatać. Ich taniec był godny podziwu, naprawdę!
Po tym godzinnym treningu mogłam zauważyć że Paul był jednym z najlepszych.
Miał szare dresy z krokiem w kolanach, zielone buty, zieloną koszulkę i czarną o wiele za duża bluzę. na głowie miał czarną bejsbolółwkę* . Jego blond włosy, lekko z niej wystawały, dopiero dziś zauważyłam że Paul ma przebitą brew i ma naprawdę zabójcze oczy ..
Po treningu poszliśmy na ten obiecany spacer...
Tagi: 22 luty.
22.02.2012 o godz. 17:25

24.

dwudziesty czwarty rozdział.

... gdy stałam pod drzwiami słyszałam że ktoś jest w środku, z początku myślałam że to tv, ale okazało się że myliłam się.
Po cichu włożyłam klucz w drzwi, które były zamknięte tylko na górny zamek. Po cichu weszłam do środka. Odgłosy które usłyszałam tuż po wejściu mnie przeraziły.
Na palcach weszłam z przedpokoju do pokoju, David leżał w łóżku z jakąś dziewczyną. Z początku nie widziałam jej twarzy. Oboje byli nadzy i świetnie się bawili.
- jak mogłeś ?! krzyknęłam i poczułam ciepłą łzę na moim policzku.
David był ostro naćpany i do tego napity. Jego oczy były mocno zaczerwienione i w pokoju unosił się zapach alkoholu.
- ty skur*ielu ! jak mogłeś ?! Krzyczałam coraz głośniej.
David spoważniał i zakrył się kołdrą, dziewczyna uciekła do łazienki.
Po chwili zobaczyłam jej twarz, była to ta sama dziewczyna przez którą wtedy tak bardzo się pokłóciliśmy.
- przepraszam... wyjąkał David.
- za co ty mnie przepraszasz ?! Już drugi raz wystawiłeś mnie dla niej! Krzyczałam.
- Emma, kochanie, spokojnie. mój 'chłopak' starał się mnie uspokoić.
- nie mów do mnie kochanie! To koniec rozumiesz ?! Nie chcę mieć już z Tobą NIC wspólnego, nic !
Wzięłam torebkę w rękę i wybiegłam z domu trzaskając mocno drzwiami.
Nie miałam pojęcia dokąd mam pójść, pokój w akademiku był już zajęty przez kogoś innego. Jedyna myśl jaka mi przyszła do głowy to pójść do Pati i Johna. Tak więc zrobiłam.
Szłam przez ciemną uliczkę Nowego Jorku, łzy lały mi się z oczu cały czas. Było przed 3. gdy zapukałam do drzwi ich mieszkania otworzyła mi ubrana w kurtkę Pati.
- Emma ?! co Ty tutaj robisz? co się stało? wykrzyknęła moja przyjaciółka.
- David mnie zdradził z tą dziewczyną ! Przyłapałam ich w łóżku! wpadłam w histerię.
Pati wyszła do mnie i przytuliła mnie mocno do siebie.
- wejdź, możesz zostać na noc. zaproponowała Patricia.
John był w łazience, nie dawno wrócili do domu.
gdy wyszedł powiedział że poszli z Davidem na szlugę, a ten później gdzieś poszedł i nie powiedział gdzie.
ale wiadomo, wszystko było jasne, poszedł do swojej dupy...

Pati dala mi jakąś koszulkę do spania i pościeliła mi łóżko. Zasnęłam od razu, czułam się okropnie.
Rano obudziłam się przed 7. Pierwsza myśl jaka mi przeszła przez głowę to 'dlaczego znowu mnie tak potraktował? Przecież obiecywał, przepraszał, przysięgał...'...

Wstałam i ubrałam się. Ubrałam szalik, płaszcz i wzięłam torbę. Na stole zostawiłam kartkę 'idę zabrać moje rzeczy, wrócę za jakąś godzinę. Obiecuję że nie będę wam długo siedzieć na głowie. Przepraszam, Emma.'
Wyszłam z kamienicy , nałożyłam na głowę kaptur i poszłam w kierunku domu gdzie miałam być szczęśliwa z chłopakiem którego tak bardzo kochałam i z którym wiązałam moje plany na przyszłość..
Tagi: 20 luty.
20.02.2012 o godz. 18:49

23.

dwudziesty trzeci rozdział.

... tydzień później wybraliśmy się z Pati i Johnem do clubu w centrum. Była to dyskoteka z prawdziwego zdarzenia, ciężko było o wejściówkę bo zawsze były tam tłumy młodzieży.
Było tam świetnie, mocne klimaty, paraliżująca muzyka...
David z Johnem gdzieś zniknęli byłam zdenerwowana bo przeczuwałam gdzie poszli. Oczywiście dać sobie w żyłę...
Siedziałam sama bo Pati spotkała jakąś przyjaciółkę z dawnych lat i poszły potańczyć.
Byłam bardzo wkurzona, jestem pewna że było to po mnie widać.
Po jakiejś chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak. W światłach kuli dyskotekowej zauważyłam że zupełnie nie pasuje do tutejszego towarzystwa. Tutaj wszyscy mieli dredy, przeważnie ubrani byli na czarno, ćpali, pili.. A on nie.
Miał dłuższe włosy postawione na żel, wydawał się bardzo miły i sympatyczny.
- cześć, jestem Paul. wyciągnął do mnie rękę.
- ee, cześć. burknęłam.
- może powiesz jak masz na imię? chłopak zaśmiał się.
- jestem Emma, przepraszam ale nie jestem w humorze. odpowiedziałam speszona.
- stało się coś, mogę Ci jakoś pomóc? dopytywał nowo poznany chłopak.
- odpowiedz mi na jedno pytanie. Popatrzyłam na niego.
- no, pytaj śmiało.
- wiesz jak to jest jak osoba którą kochasz stacza się przez narkotyki? jak zmienia się z dnia na dzień nie do poznania- na gorsze..? poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- wiem. Moja młodsza siostra bierze. Fatalne uczucie. chłopak spuścił głowę.
- chodźmy stąd, mam dosyć siedzenia tutaj. powiedziałam nagle.
- w porządku. chłopak wstał za mną.
Szliśmy powoli przez jakąś uliczkę. Było przed 1 w nocy. W światłach latarni zauważyłam że chłopak ma jasne włosy, jasną cerę i chyba niebieskie oczy. Nie byłam pewna ponieważ tylko kilka razy mogłam się przyjrzeć a było bardzo ciemno. - ile Twoja siostra ma lat? spytałam po dłuższej chwili milczenia.
- 15.. Jest ostatnio nieznośna. bardzo się zmieniła odkąd zaczęła brać. odpowiedział Paul.
- rozumiem.. posmutniałam jeszcze bardziej.
- mogę spytać ile masz lat ? Wiem że nie powinno pytać się o to kobiet, ale ciekawi mnie to. chłopak spojrzał na mnie.
- w sierpniu skończę 16. powiedziałam cicho. - a ty, ile masz lat?
- w przyszłym tygodniu kończę 18. odpowiedział i westchnął.
- no proszę. uśmiechnęłam się. - masz już jakieś plany na przyszłość? zapytałam.
- tańczę. od 8 lat. mam zamiar robić to w dalszym ciągu, tak długo jak się da. odpowiedział .
- a co tańczysz ? dopytywałam wciąż.
- hip- hop. Możesz wpaść na warsztaty, 3 razy w tygodniu na hali sportowej. Dokładniej to w poniedziałki, środy i piątki o 17. Zapraszam. Paul uśmiechnął się.
- okej, postaram się przyjść. odwzajemniłam jego uśmiech.
- jesteś głodna? tutaj nie daleko jest taki fajny bar otwarty 24h. Chodź, ja stawiam. zaśmiał się chłopak.
- w porządku, chodźmy.
Udaliśmy się w kierunku baru, w którym spędziliśmy około godziny. Po 2 Paul odprowadził mnie do domu. To co ujrzałam po wejściu mnie przeraziło.
Tagi: 19 luty.
19.02.2012 o godz. 18:38